Myśleliście kiedyś o wyprawie do Afryki? Ale takiej z prawdziwego zdarzenia? Mamy dla Was coś wyjątkowego i na przeciętną kieszeń. To wczasy w Gambii.
Kiedy ktoś z Polski jedzie na wakacje do Afryki, najczęściej nie dostaje się dalej, niż w basen Morza Śródziemnego. Ot, Egipt, Tunezja, Maroko. Czarny Ląd wydaje się niedosiężny, przede wszystkim ze względów finansowych. Do tego nieznany, niebezpieczny. W Polsce ofert jest mało i są one ekstremelnie drogie. Tak jednak być nie musi, zwłaszcza jeżeli mieszkacie w UK.
Polska, to kraj, który nigdy nie miał zamorskich kolonii. Jednak wasale Rzeczypospolitej takowe posiadali. Otóż Kurlandia zawładnęła kiedys ujściem rzeki Gambia. Na krótko w XVII w., bo wkrótce wyrzucili Kurlandczyków Anglicy, którzy zostali tu aż do XX wieku. To za ich panowania zdobywano tu niewolników dla kolonii amerykańskich. Jeden z nich stał się sławny. Nazywał się Kunta Kinte, a jego historię opisał Alex Haley w książce „Korzenie”, na podstawie której nakręcono film, pokazywany i u nas.
Kapitał robią na Kinte
Dzięki temu w latach 60. Gambia stała się znana i zaczęli tu przyjeżdżać turyści. Początko ze Skandynawii. No i trochę czarnych Amerykanów, którym miejscowi zaczęli pokazywać wioskę Juffure, z której rzekomo pochodził potomek Haleya – Kunta Kinte. Samemu Haleyowi też ją pokazali, ale my wątpimy w autentyczność tego miejsca. Juffure leżała tuż przy faktorii handlowej Albreda, znanej z handlu niewolnikami i w czasach Kunta Kinte robiła z nią interesy.
Tak, można odwiedzić Juffure, ale jest tu też sporo innych, ciekawych miejsc. No i fantastyczne możliwości wypoczynku na znakomitych, piaszczystych i niezatłoczonych plażach nad Atlantykiem - wraz ze szklaneczką dobrego miejscowego piwka „Julbrew”.
Ciekawym doświadczeniem są odwiedziny w Katchikali Pool, czyli farmie krokodyli. Jeden z nich nazywa się Charlie i można go pogłaskać – bo to „wegetarianin”. Inne egzemplarze okupujące staw i brzeg, już nie są tak pokojowe, więc do nich lepiej nie podchodzić. Choć podobno kąpiel w tym zbiorniku wodnym ma pozytywny wpływ na płodność u kobiet...
Wiele zabawy całej rodzinie dostarczy wizyta w Bijilo Park, znanym po prostu jako Monkey Park. Przed wejściem zakupicie półlegalnie orzechy, którymi zapewnicie sobie towarzystwo tych stworzeń. Jak już raz wezmą taką „łapówkę” to już się nie odczepią. Ale są przy tym delikatne, nawet nie zadrapią, wyciągając orzechy z twojej dłoni. Nie chcą psuć sobie interesu.
Ekscytująca jest wizyta na farmie węży. Prowadzi ją pewien pozytywnie nawiedzony francuski naukowiec, który żyje jak tubylec, w prostej chacie. Ma tu wiele stworzeń, jadowitych i niejadowitych. Te pierwsze siedzą w klatkach, te drugie niekoniecznie. Dusiciela, który uważa, że człowiek, to za duża ofiara – można sobie nawet założyć na szyję.
Polecamy również wycieczkę po Gambia River, choć raczej po jej spokojniejszych odnogach. W jej górnym biegu spotkamy nawet hipopotamy. Można wynająć łódź, czy spory jacht za trochę ponad £100 na cały dzień.
Kiedy i za ile
Do Gambii latamy od października do kwietnia. Jest tu jak zawsze ciepło, no i jest to pora sucha. Nie pada i mniej aktywne są komary. I tu uwaga - w aptekach UK zaopatrujemy się przed wyjazdem w leki antymalaryczne. Poza tym deszcz, nawet krótki, nie będzie psuł nam urlopu.
Do Gambii wymagana jest wiza. To jednak żaden problem, bo Wysoki Komisarz Gambii w Londynie wydaje je Polakom od ręki, również listownie.
Wczasy w Gambii, wcale nie kosztują więcej od wakacji np., europejskich, obecnie zaś cena jest szczególnie korzystna. 2-tygodniowe wczasy bed&breakfast (w tym przelot oczywiście), na zimę, kupimy na stronie www.travelpol.co.uk już za 415 funtów. To trzy razy taniej, niż w Polsce, gdzie za wakacje w Gambii trzeba zapłacić 5-6 tys. złotych...
Co ważne, kraj to biedny, ale spokojnie można tu spacerować po nocy i jeść w knajpach w bocznych uliczkach (trzy razy tańsze). WieIu oczywiście proponuje różnego typu usługi (np. jako przewodnicy) lub sprzedaż czegoś, ale jest tu bezpieczniej, niż w UK. Na codzień spotykamy się zaś z wyrazami sympatii, bo jak mówią miejscowi, Gambia, to „Smiling Coast of Africa”.
Jacek Przybyło, www.travelpol.co.uk
| następna » |
|---|
















